Ciao a tutti!
Rzym jest cudowny. Bez dwóch zdań. Ma swój niepowtarzalny klimat. Jestem nim zachwycona PRAWIE tak bardzo jak Paryżem. Nie mam zamiaru streszczac tu mojego wyjazdu, a jedynie chciałabym podzielic się z wami <moi wyimaginowani czytelnicy> kilkoma wskazówskami, wnioskami, radami dla podróżników oraz zdjęciami. Bardzo subiektywnie. Czasem z przymróżeniem oka. Jeśli to przyda się kiedykolwiek choc jednej osobie - będę bardzo szczęśliwa.
Dlaczego warto wybrac się do Rzymu właśnie zimą?
Ponieważ Rzym jest idealny na taki 5 dniowy wypad w ferie zimowe. Po pierwsze, jest to wystarczający czas na poznanie wąskich uliczek, spędzienie wieczoru w klimatycznym bare, zorientowanie się we włoskich zwyczajach i poczucie klimatu wiecznego miasta. Luty to czas, w którym liczba turystów nie przytłacza, nie przygniata, nie sprawia, że mamy ochotę uciec jak najdalej. Nie oznacza to wcale, że ich tu nie zastaniemy. Są, owszem są, ale nie tak liczni, nie tak uciążliwi. Ponad to pogoda dla nas "ludzi z północy" jest bardzo przyjemna. Chocby nie wiem jaka zima stulecia nastała w Rzymie to i tak będzie tam cieplej niż w Polsce. Gdy przyleciałyśmy do Fiumicino zastałyśmy cudowne słońce. Pozbyłyśmy się natychmiast kurtek, zastąpiwszy je okularami przeciwsłonecznymi. Ja odczuwałam wiosenną euforię, która zazwyczaj nawiedza mnie w kwietniu. Prawdziwa primavera!
Niestety nie trwała wiecznie, bo już następnego dnia miałyśmy okazję obserwowac Koloseum w śniegu - takie cuda ostatnio zdarzyły się 27 lat temu. Nie było to jednak bardzo uciążliwe (biorąc pod uwagę nasze -20 stopni). Niespełna 3 centymetrowa wartswa wilgotnego puchu, który topił się w tempie błyskawicznym. Dla Włochów i turystów z Brazyli, Argentyny, Chile było to prawdziwe wydarzenie. Dzieci rzucające śnieżkami, szaleni kierowcy, którzy na zdając sobie sprawy z pojęcia "jazdy dostosowanej do warunków atmosferycznych". Te małe włoskie samochodziki, jak zbawki, sunęły z zawrotną prędkością po ośnieżonych brukowanych ulicach. Przyczepnośc bliska zero. W moich oczach groza.
Jak dostac się z lotniska do serca Rzymu?
My wylądowałyśmy na lotnisku Rome Fiumicino. Jest to nadmorskie miasteczko położone 40 minut od Rzymu. Lotnisko jest bardzo duże, jednak dobrze oznakowane. Jescze przed wyjazdem szukałam najkorzystniejszej opcji dojazdu z lotniska do stacji Termini. Ceny dojazdu wachają się od absurdalnych 15 euro (szybki pociąg) , po 3,9 euro w przypadku gdy mamy ochotę pokombinowac, wyskakiwac z pociągu reginanlego, żeby skasowac kolejny bilet itp. Najbardziej optymalna jest jednak opcja z transferem autokarowym - Terravision. Jest to nowa, międzynarodowa firma oferująca bardzo konkurencyjne ceny (przynajmniej na razie). W ten oto sposób zakupiłyśmy bilet w obie strony za 8 euro. Działają również na lotnisku Rome Ciampino oraz w innych miastach europejskich.
Gdzie zamieszkac? Jak się poruszac?
Początkowo zamierzałyśmy zatrzymac się u Couch Surferów. Ze względu na możliwośc poznania ciekawych ludzi i oczywiście obniżenie kosztów. Jednak z powodu pewnych komplikacji, w które nie chcę wnikac ten pomysł zupełnie nie wypalił.
Pozostała nam opcja z hostelami, które buowałyśmy właściwie na ostatnią chwilę (dzień przed wylotem). Jeśli chodzi o lokalizację - najwięcej hosteli znajduje się przy głównej stacji - Termini (gdzie łączy się cała komunikacja miejska, dojeżdżają pociągi spoza miasta). W sumie nie wiem jaki z tego pożytek, bo Rzym można zwiedzac chodząc, chodząc i jeszcze raz chodząc. Odległości pomiędzy 'atrakcjami turystycznymi' w najstarszej części Rzymu są tak niewielkie, a małe uliczki jest łączące tak urokliwe, że żal byłoby odmówic sobie spaceru. My z komunikacji miejskiej skorzystałyśmy 2-3 razy, np. jadąc do Watykanu, z którego i tak wróciłyśmy na pieszo, czy też wracając o 3 nad ranem do hostelu.
Bilet jednorazowy, ważny 75 minut (w tym jeden przejazd metrem/pociągiem) kosztuje 1 euro. Można je kupic w automatach na stacjach metra. Są też bilety 3 dniowe, i tygodniowe, jednak nie interesowałam się nimi zbytnio.
Wracając do hosteli. Bookowałyśmy je przez stronę hostelworld.com (w momencie rezerwacji przelewamy 10% należności + opłata za rezerwację). Robiłyśmy to na ostatnią chwilę, dlatego też ostatecznie byłyśmy w 3 hostelach.
Pierwsze dwie noce pozostawiały wiele do życzenia (w 2 różnych hostelach). Począwszy od problemów z miejscem, przeciekającego dachu, zmienionej lokalizacji po brak ciepłej wody i kluczy do pokoju. Dlatego też, nie będę wymieniac ich nazw.
Trzeci hostel zdecydowanie zasługuje na pochwałę i wiąże się z najprzyjemniejszymi wspomniniami z Rzymu. Ciak hostel, bo tak się nazywa jest absolutnie feneomenalnym miejsce. Już w recepcji czuc przyjazną atmosferę i ducha integracji. Stuff jest bardzo pomocny i życzliwy. Pokoje czyste i zadbana. Oczywiście internet, ciepła woda, śniadanie etc. Dodatkowo w piątki i soboty wieczorem przygotowywana jest darmowa pasta dla gości. Cena za noc bardzo rozsądna i uczciwa. Może miałyśmy szczęście, a może jest tam tak zawsze, ale atmosfera w tym hostelu była fantastyczna. Wspólne gotowanie pasty, picie wina, granie w karty. Wspólne zwiedzanie i nocne wypady na miasto. Integracja międzykultuorowa i międzykontynentalna. Jakkolwiek górnolotnie i patetycznie by to nie brzmiało, to jeden z moich ulubionych elementów podróżowania.
Poza tym myślę, że Trastavere (Zatybrze) mogłoby byc równiez bardzo przyjemnym i klimatycznym miejscem na nocleg. Niestety nie ma tam zbyt dużej ilości hosteli.
Od czego zacząc przygodę z Rzymem?
Polecam serdecznie spacer po Rzymie z przewodnikiem. Trwa niespełna 2 godziny, a informacje są raczej bardzo ogólnikowe, ale warto go odbyc po to chociażby, żeby zorientowac się w topografii miasta, uzyskac ogóle pojęcie o tym gdzie jest wschód, gdzie zachód i na co należy zwrócic uwagę. Rome Free Tour zaczyna się o 17:30 każdego dnia (niezależnie od pogody) pod Schodami Hiszpańskimi. Przewodnik może nie był bardzo porywający, ale ten spacer pozwolił nam sensownie i z dużą dozą zachwytów (nad widokiem fontanny di Trevi wieczorową porą)spędzic pierwszy wieczór w Rzymie, bez błądzenia palcem po mapie.
Gdzie i co jeśc?
Dlaczego NIE należy kąpac się w fontannie di Trevi?
Jeśli jesteś amatorem kina zakochanym w Fellinim, a Twoim największym marzeniem jest zanurzyc się w wodzie fontanny di Trevi niczym Sylvia i Marcello mam dla Ciebie złą wiadomośc. Taka przyjemnośc kosztuje 500 euro. I nie ma mowy o tym, by wykąpac się niepostrzeżenie w środku nocy. Jest to istne skupisko carabinieri, którzy bacznie obserwują turystów przez całą dobę. Mi dispiace.
3 komentarze:
bardzo, bardzo fajnie:) muszę wrócić do Rzymu, byłam tylko raz, sześć lat temu i na dodatek tylko na 9 godzin:P więc był to prawdziwy sprint od Watykanu po Koloseum i do autokaru:P
Haha podoba mi się integracja z południowcami!
Krew nie woda, majtki nie pokrzywy. Biorąc pod uwagę moje obliczenia dotyczące ilość miedzianych grosików jaki wylądowały w fontannie do Trevi czeka nas Izabello jeszcze kilka wycieczek do Rzymu. Przynajmniej 4 z moim mężem włochem i trzema spełnionymi życzeniami. Ti amo!
dla włoskiego jedzenia studiowałabym filologię włoską
Prześlij komentarz